sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział VI

"Pozwól mi lepszym być,
Widzieć nas choćby przez łzy,
Nie będę się dłużej kryć,
Dosyć kłamstw, walki już dość,
Pozwól mi lepszym być,
Pomóż mi zrozumieć sny
Chce kochać jak nigdy nikt,
By całemu złu zrobić na złość "
-Szymon Wydra & Carpe Diem
 
~*~
 
 
- Korzystając z dogodnej okazji, chciałbym wznieść toast – rzekłem oficjalnym tonem, unosząc nieco nad blatem baru wielki kufel piwa. Z błogim uśmiechem, omiotłem wzrokiem kumpli, delektując się tą zacną chwilą. – Bowiem nieważne gdzie rzuci nas los, jak życie się potoczy… mam nadzieję, że zawsze będziemy walczyć o to, co jest dla nas naprawdę ważne. Jeśli będziemy dawać z siebie wszystko, pewnego dnia…
- Zabiję cię! – Usłyszałem nagle zdenerwowany głos, który przerwał moją wspaniałą przemowę. Istotnie, w tonie dało się wyczuć mordercze intencje. Odruchowo wszyscy obejrzeliśmy się za siebie, a nim zdołałem cokolwiek pomyśleć, zza zasłonki wynurzyła się wściekła postać Naruto.
- Co do… - warknąłem, ale znów nie dane mi było dokończyć. Uzumaki brutalnie chwycił mnie za fraki i nie zważając na pełen piwa kufel, który wciąż trzymałem w ręku, wyciągnął mnie z baru, z zaskakującą łatwością wyrzucając na ulicę. Oczywiście, naczynie z magicznym trunkiem rozbiło się o twardą ziemię, marnując część moich oszczędności, które włożyłem w ten zakup.
Nie byłem w stanie nawet zareagować, kiedy jego pięść po raz pierwszy zderzyła się z moim nosem. Nie hamował się. Chrupnięcie kości i krew, jaka spływała mi teraz po twarzy, były na to doskonałym dowodem. Szok na szczęście odsunął ból na dalszy tor, a ja instynktownie zacząłem się bronić. Poniekąd, w głębi duszy czułem, że ten dzień kiedyś nadejdzie.
            Przygwoździł mnie do ziemi, jedną rękę przyciskając do mojej klatki piersiowej, natomiast drugą nabierając już rozpędu do kolejnego ciosu. Zamachnąłem się więc nogami i z całej siły kopnąłem go w brzuch, odpychając od siebie. Jednym uchem słyszałem jak Shikamaru i pozostali coś do nas krzyczą, najwyraźniej przerażeni naszym zachowaniem.
Podniosłem się z ziemi, rękawem wycierając krew z twarzy i ze złością patrząc na blondyna, który również zdążył już wstać.
- Nic nie powiesz? – warknął na mnie, niemal wypluwając te słowa. Złość z niego aż kipiała. – Więc to wszystko prawda, tak? Przyznajesz się?
Milczałem. No bo i co miałbym mu powiedzieć? Po co? Najwyraźniej jakoś sam się o wszystkim dowiedział. Słowa były tu już niepotrzebne.
- Naruto, uspokój się. – Usłyszałem głos Chouji’ego.
- Cokolwiek Kiba zrobił, możecie przecież to spokojnie obgadać. – Tym razem wtrącił się Nara.
Prychnąłem cicho, ponownie ocierając wciąż cieknącą z nosa krew. Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.
- Nie wtrącajcie się! – wrzasnął na nich Naruto. Widać było, że wściekłość wymyka mu się spod kontroli. Nie wróżyło to dla mnie najlepiej. – Zabiję gnoja! Zabiję go! – krzyknął i ponownie zaczął biec w moją stronę. Nachyliłem się nieco, kumulując w sobie całą chakrę, aby odeprzeć jego atak. Chociaż nie lubiłem się do tego przyznawać, wiedziałem, że z Uzumaki’m nie można sobie odpuszczać w poważnej walce. Jeżeli nie dam z siebie wszystkiego, mogę nie dożyć jutra.
Przygotowałem się więc do defensywy, a kiedy pięści mojego rywala, zderzyły się z moim ciałem zrozumiałem, co oznacza „wkurzony Naruto”. Odleciałem na kilka metrów w tył, zatrzymując się na betonowej ścianie jakiegoś budynku. Uderzyłem potylicą w twardą nawierzchnię, przez co na moment zakręciło mi się w głowie. Szybko jednak się otrząsnąłem na tyle, by uniknąć kolejnego natarcia tego idioty. Odskoczyłem na bok, a kiedy znalazłem się za jego plecami, nie miałem zamiaru czekać. Uciekanie to nie mój styl. Ruszyłem więc na niego i okazałem się na tyle szybki, że nie zdołał zareagować na mój cios i tym razem to z jego nosa polała się krew, a on sam cofnął się kilka kroków do tyłu.
- Pożałujesz, draniu – syknął, ocierając pośpiesznie juchę i patrząc na mnie z nienawiścią. – Jesteś gorszy od śmiecia – dodał.
Skrzywiłem się, słysząc obelgę. Co innego, kiedy wyzywamy się w przyjacielskich stosunkach, a co innego kiedy on tak naprawdę myśli. Nadal nie miałem nic na swoje usprawiedliwienie i to dobijało mnie jeszcze bardziej.
- Hej, Naruto… - Obok blondyna pojawił się nagle Nara. Mój wzrok jednak nie schodził z postaci mojego wroga. Dyszałem ciężko, czekając na kontynuację walki. – Odpuście, ludzie zaczynają się zbierać. Będziesz miał przerąbane – dodał, odrobinę zdesperowanym tonem. Naruto spojrzał nagle na niego w taki sposób, że Pan Mądrala aż się cofnął.
- Ten drań… - warknął i ponownie odwrócił głowę w moją stronę. Najeżyłem się, gotowy do starcia. – Ty śmieciu… - Jak miło! Zwrócił się bezpośrednio do mnie! Zacisnąłem mocniej szczęki, czując ciarki na plecach. Gdyby można było zabić wzrokiem już dawno leżałbym trupem. – Sypiasz z moją dziewczyną! – wrzasnął na całą Konohę, przy okazji przylepiając mi łatkę szmaciarza. Teraz już cała wioska będzie wiedziała, jakim śmieciem byłem.
            Widząc jak znów pędzi na mnie i z całej siły zaciska pięści poczułem, jak kamień spada mi z serca. Mimo perspektywy możliwej śmierci, a już na pewno bolesnego ciosu, czułem nagle ogromną ulgę. Tak jakby ktoś wreszcie przestał ściskać moje płuca i mogłem odetchnąć pełną piersią. Cudowne uczucie.

Tego samego dnia, wcześniej.

            Jak mogło do tego dojść? Pytam się, jak?! Wychodząc z domu byłem w stu procentach nastawiony na to, że udam się prosto do Naruto i z szyderczym uśmiechem wyznam mu całą prawdę.  No bo… jak prościej mógłbym zniszczyć jego związek z Hinatą?
Tak, tego właśnie chciałem. Zabić te ich naiwne uczucia do siebie. Zdusić szkodnika w zarodku. Naruto pewnie by się na mnie wkurzył, ale co tam… Byłoby warto.
Jakimś jednak dziwnym sposobem, nie zdołałem dotrzeć do mieszkania Uzumaki’ego, lecz spotkałem go po drodze. Uradowany jak zawsze, szedł z Sai’em i Lee i od słowa do słowa, wylądowaliśmy kawałek za Konohą, na wzgórzu, obok lasu. Mimo wczesnej godziny, chłopaki postanowili uczcić fakt, że wspólnie mają wolne i wypić sobie po jednym. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Narę i mimo, że na początku bardzo się opierał, to dla świętego spokoju, jak to on sam stwierdził poszedł z nami. Sam nie wiem dlaczego, również się na to zgodziłem. Możliwe, że chyba nawet trochę mi ulżyło, że moja rozmowa z Naruto musiała poczekać.
- To urocze, że tak się tym ekscytujesz . – Do mych uszu dotarł głos Sai’a, który wyrwał mnie z rozmyśleń. Spoglądał na Naruto z tym swoim parszywym uśmieszkiem. – Żebyś tylko nie rozczarował swojej dziewczyny, jeśli skończysz po pięciu sekundach – dodał, a blondyn zrobił się cały czerwony. Jakaś krępująca uwaga. To było bardzo w stylu Sai’a. Niechętnie jednak domyślałem się, o czym oni gadają.
- Pamiętaj, że dla niej nie oznacza to tylko zabawy. Dziewczyny mają nieco inne podejście do tych spraw. – Tym razem, głos zabrał Shikamaru. Wzrok wszystkich skupił się na nim, przez co ten poczuł się osaczony i jęknął głośno, mamrocząc pod nosem, jakie to upierdliwe.
Uśmiechnąłem się lekko, zaskoczony wypowiedzią naszego mądrali. Nie tyle treścią, co faktem, że udzielał się w tej dyskusji. Czyżby coś zaskoczyło między nim a siostrą Kazakage? Mimo wolnie, od razu przed moimi oczami stanął obraz Temari. Była zupełnym przeciwieństwem Hinaty. Zastanawiałem się, czy skoro Hyuuga staje się w kwestiach łóżkowych bardziej otwarta, to kto wie… może siostra Kankuro zmienia się w czułą kochankę.
- Kiba, zboczeńcu! Leci ci krew z nosa! – Usłyszałem krzyk Naruto i ponownie wróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na niego zaskoczony i przyłożyłem sobie wierzch dłoni do nosa.
- Co? – mruknąłem i okazało się, że rzeczywiście, znów krwawię. – Cholera… - skrzywiłem się, na co chłopaki zaczęli się śmiać, jakby byli w zmowie. Zerknąłem na nich i dopiero po chwili dotarło do mnie, co też chodzi im po głowie. – Nie! Ja nic takiego nie… - zacząłem się tłumaczyć, ale zawtórował mi tylko ich głośniejszy chichot. Prychnąłem cicho, urażony ich zachowaniem. Żałosne, czy oni naprawdę myśleli, że zwykła gadka o pukaniu panienek może mnie podniecić?
- Poważnie, chłopaki – odezwał się znów Naruto. Uśmiechał się, patrząc na swoją butelkę rozmarzonym wzrokiem. – Też nie chcę tego traktować tylko jak zabawę. Ona jest dla mnie naprawdę ważna – powiedział.
- Nie wolno ci jej skrzywdzić – wtrącił z niewyjaśnionym entuzjazmem Lee. – Ona również cię kocha.
- Żebyś tylko później niańki nie musiał szukać – jęknął Shikamaru, odstawiając na bok pustą już butelkę i odpalając papierosa.
- Niańki? Po co mi niańka? – zadziwił się Uzumaki, na co szatyn przewrócił tylko oczami, kręcą głową z rozczarowaniem.
- Hyuuga są podobno bardzo płodni. Często nawet zabezpieczenie może niewiele ci pomóc. Jesteś pewien, że chcesz zaryzykować – powiedziałem z chytrym uśmieszkiem. Jeżeli był jakiś sposób na zniechęcenie Naruto do pójścia z Hinatą do łóżka, to czemu by tego nie wykorzystać.
- Mówisz poważnie? – Spojrzał na mnie z obawą. Przytaknąłem, nie mogąc zapanować na szerokim uśmiechem. To piwo chyba samo rozciągało mi twarz.
- Myślisz, że dlaczego członkowie klanu są tacy zdystansowaniu do siebie i mogłoby się wydawać chłodni? Jakaś większa bliskość i bam! – wykrzyknąłem, stukając dołem swojej butelki o górę butelki Naruto. – Kolejny, mały Hyuuga na świecie – dodałem ze śmiechem.
Blondyn nic nie odpowiedział, krzywiąc się tylko na moje słowa i unosząc do ust butelkę. Nie zauważył jednak, jak cała zawartość z niebezpieczną szybkością wystrzeliła w górę, przez co większa część trunku wylądowała na jego twarzy.
- Cholera! Kiba, ty idioto! Mam piwo w nosie – wrzasnął na mnie, krztusząc się i plując na bok. Tym razem to jego wyśmiała cała reszta, a ja mogłem z czystym sumieniem stwierdzić, że ten mały rachunek mamy wyrównany. Chociaż ten.
            Sam również upiłem spory łyk, rozglądając się po okolicy. Byliśmy w miejscu, w którym widok na całą Konohę był po prostu cudowny. To była najczęstsza droga, którą powracało się z misji. Zerknąłem w bok, przypominając sobie pewnie wydarzenie, które miała miejsce niedaleko stąd. Ciekawe, jakby zareagował teraz Naruto, gdybym powiedział mu, że zaledwie kilkanaście metrów dalej, już dawno temu rozdziewiczyłem jego dziewczynę? Pewnie przestałby się tak rajcować całą tą sprawą z zapraszaniem jej na noc. Żałosny typek…
Dopiliśmy i kulturalnie zebraliśmy butelki, aby jak na wzorowych obywateli przystało, wyrzucić szkło w odpowiednie miejsce. Jakby nie było, pilnowanie porządku w wiosce należało również do nas. Głupio więc, gdybyśmy ścigając wandali i pijaków, sami na takich wychodzili.
- Po jakiego czorta Lee kupił sobie piwo, skoro nawet nie umoczył ust? – westchnąłem, zakładając sobie ręce za głowę i wyginając się nieco do tyłu. Chmury sunęły po niebie tak powoli, że aż działały hipnotyzująco. Zaczynałem bardziej rozumieć Shikamaru.
Szedłem właśnie obok Uzumaki’ego, nie mając bliżej określonego celu. Z pozostałą trójką, rozstaliśmy się zaraz po przekroczeniu bramy Konohy.
- Alkohol mu nie służy – mruknął blondyn, wkładając ręce do kieszeni i zgarbiony, kopiąc mały kamyczek.
- Tyle wiem, ale nie szkoda mu było kasy? – drążyłem dalej. Może i byłem trochę sknerowaty. Zawsze liczyłem każdy grosz. Nie widziałem jednak nic złego w oszczędności. Bolało mnie, gdy ktoś tak sobie szastał pieniędzmi.
- Pytałem go o to, kiedy płaciliśmy. Powiedział, że głupio by się czuł, gdyby jako jedyny nie trzymał butelki – wyjaśnił.
Zaśmiałem się lekko.
- Ten głupek. Pewnie potraktował butelkę jako ciężarek i nie chciał, żebyśmy trenowali więcej od niego.
- Pewnie tak – odpowiedział Naruto. Zerknąłem na niego niepewnie. Wydał mi się jakiś taki… markotny? Może biedaczek tak bardzo się denerwował przed nocą z Hinatą? Aż miałem ochotę mu powiedzieć, że chętnie im przeszkodzę. – Idę jeszcze do Głównej Siedziby – powiedział nagle, kiedy dotarliśmy do skrzyżowanie.
Zdziwiłem się odrobinę, ale kiwnąłem głową ze zrozumienie.
- Ja idę w przeciwnym kierunku – odparłem.
- To na razie. – Machnął mi ręką i tak po prostu sobie poszedł. Przez kilka sekund jeszcze stałem jak kołek i przyglądałem się jego malejącej postaci. Naprawdę wyglądał na wielce przejętego. Zapewne rozbawiłbym go jakoś, gdyby chodziło o inną dziewczynę. Niestety, w tym układzie musiał sobie radzić sam.
Odwróciłem się na pięcie i tak jak zapowiedziałem, ruszyłem w drugą stronę.
Szedłem i szedłem, myśląc głównie o tym, że Akamaru niecierpliwie czeka na mnie w domu. Ta… Tak sobie zawsze wmawiałem, kiedy w rzeczywistości mój wierny druh zapewne dalej sobie chrapał na moim łóżku, zupełnie nieświadomy, że nie ma mnie w pobliżu. Ech, prawda bywa bolesna.
W każdym razie czułem, że jest zbyt wcześnie by wracać do domu. Jakby nie było, miałem całkiem ambitny plan, kiedy z niego wychodziłem. A, że los potoczył się inaczej to już nie moja wina. Nie mogłem jednak wrócić tak… tak po prostu.
Skoro więc z Naruto jakoś tak coś nie wyszło, to pozostawała zawsze Hinata. Może udałoby mi się jej wreszcie przemówić do rozumu? Czas naglił i nie miałem już ani chwili do stracenia. Musiałem się śpieszyć. Miałem głupie uczucie, że kiedy tamta dwójka pójdzie ze sobą do łóżka, to będzie koniec. Tak jakby Naruto wkroczył na moje terytorium i oznaczył je swoim zapachem. Nie chciałem do tego dopuścić, jakkolwiek źle by to nie brzmiało. W ostateczności, zawsze mogłem wprosić się do tego cwaniaczka na chatę i zepsuć cały nastrój. Sądziłem jednak, że Uzumaki nie miałby oporów przed wyrzuceniem mnie stamtąd na zbity pysk.
            Zatrzymałem się w pewnym momencie obok niewielkiego straganiku z owocami i warzywami. Do mojego wciąż nie do końca zregenerowanego nosa, dotarła słodka woń pysznych, małych owocków. Co prawda ja się nimi aż tak nie zachwycałem, ale znałem pewną uroczą osóbkę, która je wręcz ubóstwiała. Zadowolony, że mam w kieszeni trochę grosza, niemal w podskokach zbliżyłem się do stoiska.
Piękne, dojrzałe maliny.
Hinata je uwielbiała.
Przynajmniej już na samym początku rozczulę jej niepewne serducho, kiedy do niej dotrę.
Niby pół kilo, a wydawało ich się tak dużo. Kogoś chyba wieczorem będzie bolał brzuch, jeśli nie powstrzyma się przed zjedzeniem wszystkiego. Idąc tak dalej drogą, spróbowałem kilka owocków, tak z czystej dobroci serca, aby dziewczyna nie pochorowała się czasem od ilości, którą dla niej niosłem. Taki dobry ze mnie chłopak.
Skręciłem w boczną alejkę, aby wykorzystać dobrze znany przeze mnie skrót i po kilku minutach, moim oczom ukazała się już rezydencja klanu Hyuuga. Byłem nie mało zaskoczony, kiedy ujrzałem moją ukochaną, siedzącą na schodach. Nie wyglądała najlepiej. To znaczy… wciąż mnie olśniewała swoim urokiem, ale… no nie wyglądała najlepiej. Skulona, z opuszczoną głową, lekko kołysała się na boki. Zbliżyłem się do niej bez słowa i kucnąłem, delikatnie szturchając jej kolano.
- Kiba? – mruknęła cichutko, kiedy uniosła głowę, aby na mnie spojrzeć. – Co tu robisz?
- Coś się stało? – zapytałem od razu, uważnie lustrując całą jej twarz. – Źle się czujesz – stwierdziłem, widząc jej bladą cerę i lekko podkrążone oczy.
Nie odpowiedziała od razu, tylko zacisnęła mocniej usta. W końcu westchnęła, kiwając głową. Odruchowo, wyciągnęła w moją stronę rękę, a ja podparłem ją za łokieć, pomagając podnieść się z miejsca.
- Powinnaś się położyć – zasugerowałem, szczerze zmartwiony jej stanem. Nie protestowała, więc bez problemu wprowadziłem ją do środka. Doskonale wiedziałem, gdzie znajduje się jej mieszkanie i jej sypialnia, więc żadnych problemów orientacyjnych nie miałem. Po drodze napotkaliśmy jakąś kobietę z klanu Hyuuga.
- Panienko Hinato! Co się stało? – Podbiegła do nas, wyraźnie zaniepokojona całą sytuacją.
- Źle się czuje. To chyba zwykła niestrawność, albo coś – wyręczyłem Hinatę odpowiedzią. Kobieta dopiero teraz przeniosła na mnie swoje księżycowe tęczówki.
- Pan Inuzuka. – Skłoniła się lekko, a ja odkiwnąłem jej mniej oficjalnie głową. Nigdy nie przepadałem za tymi zwyczajami, które pielęgnowano się w ich klanie. Oczywiście, nie oznaczało to, że byłem niekulturalny.
- Mogłaby pani zaparzyć jej jakieś ziółka, czy coś. Zaprowadzę ją do pokoju.
- Oczywiście, już biegnę – odparła pośpiesznie i już jej nie było. Trochę zazdrościłem Hinacie, że tak ją rozpieszczają w jej własnym domu. Sama dziewczyna natomiast milczała. Najwyraźniej czuła się wyjątkowo paskudnie. Bez zbędnego przedłużania więc, skierowaliśmy się do jej sypialni.
            Otworzyłem drzwi i jak zwykle rozejrzałem się po pomieszczeni, czując lekkie zakłopotanie. Jej pokój zawsze sprawiał, że czułem się tu trochę dziwnie. Może nawet nie tyle dziwnie, co najzwyczajniej w świecie głupio.
Idealny porządek jaki panował teraz wokół mnie, był aż irytujący. Nigdzie ani grama kurzu. Żadnych rozrzuconych ubrań. Żadnych starych, nieumytych naczyń na szafkach. Żadnych papierów. Żadnych walających się pod nogami kunaiów i shurikenów. Książki, doniczki z kwiatami, jakieś duperelki… wszystko stało na swoim miejscu i pod odpowiednim kątem. Nawet jej ochraniacz na czoło, miał swoje wytypowane miejsce i leżał starannie złożony i wypolerowany na szafce, obok jej doskonale zaścielonego łóżka ze świeżą i pachnącą pościelą.
Z cało pewności, w tym pomieszczeniu każdy normalny facet poczułby się jak ostatnia fleja.
            Ostrożnie poprowadziłem ją do jej leżenia i pomogłem na nim usiąść. Odstawiłem siatkę z malinami na nocną szafkę, przy okazji zakłócając porządek jej ochraniacza.
Hinata puściła moją dłoń i od razu położyła się na miękkiej pościeli, podkulając automatycznie nogi i zwijając się w kłębek. Oczywiście, buty zdążyliśmy ściągnąć już przed wejściem.
Wyprostowałem się, wzdychając ciężko i z dłońmi opartymi na biodrach, po prostu przyglądałem jej się przez dłuższą chwilę.
- Co ja z tobą mam – mruknąłem w końcu, kręcąc z rezygnacją głową.
- Przepraszam – pisnęła cicho, kuląc się jeszcze bardziej. Kucnąłem przy niej, delikatnie dotykając jej policzka i zgarniając granatowe kosmyki włosów z jej twarzyczki.
- Co żeś zjadła? – zapytałem z pobłażliwym uśmiechem. Zarumieniła się lekko, przygryzając dolną wargę. Zmarszczyła brwi, co jakiś czas zerkając na mnie niepewnie.
- Nie… nie pamiętam. Nic takiego właściwie – odparła, sama wątpiąc w swoje słowa.
- Pewnie Uzumaki postawił ci jakieś tanie wino, co? – zaśmiałem się, ale widząc jej zdegustowany wyraz twarzy, postanowiłem odłożyć na razie kąśliwe żarciki na bok.      
            W tym momencie, usłyszeliśmy pukanie do drzwi, które po chwili się otworzyły i do środka została włożona taca, na której mieścił się kubek z jakimś wrzącym wywarem, pudełeczko z lekami, butelka wody mineralnej i jedna, pusta szklanka.
- Gdybym była potrzebna, proszę wołać – odezwała się kobieta z klanu Hyuuga, spoglądając na mnie wyczekująco.
- Nie… - zająknąłem się, skrępowany jej oficjalnym zachowaniem. – Poradzimy sobie jakoś – dodałem, na co tamta przytaknęła lekko głową, zamykając za sobą drzwi.
Podniosłem się z miejsca i poszedłem po tacę. Ustawiłem ją na drugiej nocnej szafce, po drugiej stronie łóżka. Ukradkiem powąchałem wywar, jaki został przygotowany dla Hinaty, a nie wyczuwszy żadnych złowrogich substancji, chwyciłem za uszko kubka, chcąc podać go mojej ukochanej.
- Rany… ty to się masz z tymi swoimi sługami – jęknąłem, na powrót kucając przed nią.
- To nie służba – odburknęła szybko, wielce zbulwersowana, po czym znów się skrzywiła.
- Co nie zmienia faktu, że traktują cię jak królową – ciągnąłem z lekkim przekąsem. Widząc jej naburmuszoną minę, uśmiechnąłem się tylko, wyciągając w jej stronę wolną dłoń. – No już. Spróbuj się trochę podnieść i wypić to śmierdzące coś.
Hinata posłusznie przekręciła się na plecy i krzywiąc się niemiłosiernie, spróbowała usiąść. Ciężko było nazwać to siadem, ale do leżenia też się nie zaliczało, więc chyba mogła w takiej pozycji wypić trochę płynów. Ostrożnie przystawiłem jej do ust naczynie, uważając by jej nie poparzyć. Dmuchnęła kilkakrotnie na parujący specyfik, a następnie siorbnęła kilka kropel, krzywiąc się jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Obrzydliwe – stwierdziła, na co ja się tylko zaśmiałem.
- To pewnie bardzo skuteczne – odpowiedziałem, kierując się logiką, iż najlepsze lekarstwa, najgorzej smakują.
Upiła jeszcze kilka łyków, zanim odstawiłem kubek na szafkę. Ułożyła się z powrotem na łóżku, na powrót odwracając się na bok i zwijając w kłębek. Przez krótką chwilę uważnie lustrowała mnie swoimi księżycowymi tęczówkami.
- Dlaczego tu jesteś? – zapytała niespodziewanie. Zdziwiłem się. Dla mnie to było oczywiste. Szkoda, że musiała o to pytać.
- Ponieważ źle się czujesz. – Postanowiłem nie zdradzać wszystkich powodów, o których zresztą miałem nadzieję, że sama wie.
- Ale dlaczego tu przyszedłeś? – nie dawała za wygraną.
- Nie można już odwiedzić przyjaciółki z drużyny? – zapytałem, udając zbulwersowanego.
- Kiba… - upomniała mnie, wyraźnie zmęczona tym przesłuchaniem. Westchnąłem, pochylając się nad nią i głaszcząc lekko jej ramię.
- Ja… po prostu chciałem cię zobaczyć – powiedziałem w końcu. Widząc jej bladą, zmęczoną twarzyczkę, nie chciałem dokładać jej w tej chwili dodatkowych zmartwień. Postanowiłem przemilczeć na razie sprawę z Naruto. Zresztą… Hinata wydawała się chora. Szczęście w nieszczęściu, że prawdopodobnie nici z ambitnych planów tego gamonia.
Ku mojemu zaskoczeniu, poczułem jej delikatną dłoń na mojej. Spojrzałem jej w oczy, po czym przeniosłem wzrok na nasze splecione już palce. Nie wiedzieć czemu, ale ten widok mnie smucił. Cholera, to było takie irracjonalne. Raz takie gesty przepełniają mnie euforią, a zaraz potem to samo napawa mnie niepokojem. Powinienem się leczyć.
- Dziękuję. – Usłyszałem nagle jej cichy głosik. Uśmiechała się słabo z delikatnymi rumieńcami na policzkach. Zastanawiałem się, za co właściwie mi dziękuje. Za to, że się nią zawsze opiekowałem? Za to, że w takiej chwili nie gadam o Naruto? A może zwyczajnie za to, że tak bardzo ją kocham.
Nie odpowiedziałem nic, a jedynie pochyliłem głowę, wtulając policzek w nasze splecione dłonie. Jej skóra była tak przyjemnie ciepła.

            Z apetytem włożyłem sobie kolejną malinę do ust. Musiałem przyznać, że smakowały mi coraz bardziej. Siedziałem na podłodze, obok łóżka Hinata, opierając się plecami o jej nocną szafkę. Moja przyjaciółka z kolei, wciąż leżała w ciepłym wygodnym łóżeczku. Jak na dżentelmena przystało, przykryłem ją kocem, który miała starannie złożony w szafie. Zerkałem na nią kątem oka i nie potrafiłem się nie uśmiechnąć, widząc jej wygłodniałe spojrzenie.
- Dobre? – zapytała po raz enty, kiedy maleńki owoc ponownie został rozgnieciony przez moje zęby.
- Zostanie dla ciebie całkiem sporo – stwierdziłem, unosząc nieco reklamówkę z moim wcześniejszym zakupem. – Po prostu nie chcę, żeby taka ilość ci bardziej zaszkodziła – dodałem.
Uśmiechnęła się słabo, kuląc jeszcze bardziej i poprawiając sobie poduszkę pod głową. Leżała już tak prawie dwie godziny, a ja jak ten pacan czuwałem przy niej, jak przy kimś umierającym. Co jednak dziwniejsze, nie nudziłem się ani trochę. Sama jej obecność działała na mnie uspokajająco. A może to ta świadomość, że nie ma z nią teraz Naruto? Głupio było przyznać, ale najpewniej właśnie nad tym bym się głowił, gdybym nie miał jej na oku. Cały dzień zastanawiałbym się, czy przypadkiem nie migdali się gdzieś z Uzumaki’m. Ech… mój umysł stawał się chyba coraz bardziej ograniczony.
- Lepiej się już czujesz? – zapytałem widząc, że grymas z jej twarzy niemal zupełnie zniknął. Mruknęła coś cicho, próbując przytaknąć głową.
- Te zioła najwyraźniej zadziałały – odezwała się, zadowolona z efektu magicznego wywaru. Prychnąłem urażony.
- Zioła ziołami, ale to moja osoba podziałała na ciebie lepiej niż jakikolwiek lek. – Wypiąłem dumnie pierś do przodu, spoglądając na nią z tryumfalnym uśmiechem. Zachichotała tak słodko, że aż miałem ochotę ją pocałować.
- I pewnie masz rację – zaśmiała się.
- Zawsze mam – odparłem już nieco ciszej. Zamilkliśmy oboje na dłuższą chwilę. Zamyślony, zapatrzyłem się w futrzany dywan, który zdobił jej ciemną podłogę.
Nie myślałem o niczym konkretnym. Po prostu… Odciąłem się na moment od reszty świata, by wrócić do rzeczywistości za sprawą jej dotyku. Poczułem delikatny uścisk na swoim ramieniu i odwróciłem głowę w jej stronę, patrząc nań pytająco.
- Czuję się już dużo lepiej – zapewniła nagle. – Chciałabym ci o czymś powiedzieć – dodała po krótkiej przerwie, przygryzając dolną wargę.
Nadstawiłem więc uszy ciekawy, co też ma mi do powiedzenia.
- Uznałam… że powinieneś wiedzieć – kontynuowała, lekko się rumieniąc i spuszczając swój nieśmiały wzrok. Uśmiechnąłem się rozczulony jej krępacją. Widząc jednak jej minę, zdawało mi się, że wiem, co też chce mi powiedzieć. I jeśli dobrze kombinowałem, to wcale nie chciałem tego słuchać.
- Nie mów tego – uprzedziłem ją, a ona zdziwiona uniosła swoje księżycowe tęczówki na mnie. – Nie chcę tego słuchać – dodałem jak zwykle zbyt szorstko. Szybko jednak posiliłem się na delikatny uśmiech.
- Ale ja…
- Ciii – przerwałem jej, przykładając do tych cudownych, malinowych usteczek swój palec. – Serio, nie obchodzi mnie to.
Wydawało mi się, że odrobinę posmutniał. Nie wiedziała, co ma mi powiedzieć. Cóż, może to i lepiej.
Między nami ponownie zapadła grobowa cisza. Słychać było tylko jakichś Hyuuga, krzątających się za ścianami tego pokoju.
- Hinata – odezwałem się w końcu, odwracając się tak, by siedzieć do niej przodem. Uniosła głowę, by lepiej mnie widzieć. Powoli chwyciłem jej dłoń i mocno ścisnąłem. – Nie dam się zbyć – powiedziałem w końcu. – Nie oddam cię Naruto.
Nie odpowiedziała. Przymknęła tylko powieki, wypuszczając powietrze przez nos. Zupełnie tak, jakby była już doszczętnie znudzona moją bezsensowną paplaniną. Zupełnie tak, jakby moje słowa nic dla niej nie znaczyły.
- Chyba się trochę prześpię – oświadczyła niespodziewanie. Zacisnąłem usta, zbity z tropu i przejechałem pośpiesznie wzrokiem po całej jej postaci.
- Mogę przy tobie posiedzieć – zaoferowałem odruchowo, nawet nie zastanawiając się nad idiotyzmem tej propozycji. Hinata wcale mnie nie potrzebowała. Nic takiego jej nie dolegało. Ot, zwykłe zatrucie, czy coś tam, które zresztą już niemal całkowicie minęło. Nie potrzebowała anioła stróża. Nie w tej chwili. Nie tutaj.
Ale nie! Ja oczywiście musiałem zadeklarować swoją gotowość, w czuwaniu przy niej niczym najwierniejszy pies.
- Nie – odpowiedziała od razu i uśmiechnęła się przepraszająco, najwyraźniej skrępowana zbyt szybką i stanowczą odpowiedzią. – Nie usnę, gdy będziesz siedział tuż obok – stwierdziła.
- Mogę posiedzieć na tamtym krześle – kontynuowałem, udając nierozgarniętego i wskazując na krzesło, stojące obok drzwi. Zachichotała cicho, kręcąc przy tym głową. – Jak chcesz – westchnąłem po chwili ciężko, leniwie podnosząc się z miejsca. – Ale wiedz, że mogę zostać.
- Naprawdę, nie musisz – odpowiedziała przyjaźnie. Uśmiechnąłem się do niej ciepło, ponownie mierząc ją wzrokiem od stóp do głowy.
- Lepiej poleż dzisiaj w łóżku i nigdzie się nie włócz. Słyszałem, że po wiosce krąży grypa. Kto wie, może to pierwsze objawy, więc lepiej nie ryzykuj. – Czułem się jak ostatnio frajer, wygadując tak żałosne kłamstewka tylko po to, by zwiększyć szansę na jej nie spotkanie się z Naruto. Zdecydowanie coraz mniej zasługiwałem nawet na jej przyjaźń.
- Taki mam zamiar – odparła, a ja od razu poczułem wielką ulgę. Hinata by mnie nie okłamała.
- Kuruj więc się – powiedziałem, szybko i sprawnie nachylając się nad nią czule pocałowałem jej zarumieniony policzek. – Do zobaczenia niebawem – szepnąłem do jej ucha, po czym ulotniłem się z tej pedantycznej sypialni.

            Od razu wiedziałem dokąd powinienem pójść. Jak na dobrego kumpla przystało, musiałem uprzedzić Naruto, że nici z jego wielkiego planu na dzisiejszy wieczór. Chłopak będzie musiał jakoś to przeboleć.
Nogi dosłownie same prowadziły mnie do celu. Czułem się niezwykle lekki i pełen zapału. Zupełnie, jakby wstąpiła we mnie nowa energia, nowa nadzieja. To było głupie, ale cóż zrobić. Dawno już nie byłem w tak dobrej formie. Postanowiłem więc, że gdy przekażę Uzumaki’emu złe wieści, udam się na trening. Może nawet uda mi się namówić tego gamonia, żeby poszedł ze mną. Z drugiej strony, to byłoby trochę dziwne. Powinienem chyba zacząć traktować go poważniej jako rywala.
Tak, czy inaczej, nawet nie zastałem tego idioty w domu. Najprawdopodobniej wciąż tkwił w siedzibie Hokage. Trzeba było mu przyznać, że co jak co, ale do bycia Hokage przykłada się coraz poważniej. Nie chodziło już tylko o siłę, nowe techniki, czy moc. Naruto kształtował swój oporny rozumek! Potrafił godzinami ślęczeć w archiwach i bibliotekach, pogłębiając swoją wiedzę. Fakt, że większość tego czasu przesypiał, a do reszty był zmuszany i pilnowany przez Sakurę, ale sam fakt…
            Postanowiłem zostawić mu liścik, który wsunąłem pod drzwi, tak by nie dostał się w niepowołane ręce. Miałem nadzieję, że znajdzie go, zanim uda się do Hinaty.
Drogi Naruto…
Hej, Głąbie!
Byłem u Hinaty. Jest chora. Nici z Twoich planów ;)
Przykro mi.
Wieczorem pewnie będziemy z chłopakami na piwie.
Wpadnij!
K.”


            Tak jak wcześniej ustaliłem, resztę dnia spędziłem na solidnym treningu, na którym towarzyszył mi Akamaru, a wieczorem postanowiłem się trochę odprężyć i zaciągnąć kilkoro przyjaciół na małe co nieco. Wciąż byłem w szampańskim nastroju.
Chciałem nawet wznieść toast, kiedy przerwał mi złowrogi wrzask, a ja sam poleciałem do tyłu, zupełnie tak, jakbym nic nie ważył. Naruto był wściekły. Był cholernie wściekły. Widziałem to w jego oczach. Czułem kipiącą z niego złość. Nie pomogły prośby i groźby naszych przyjaciół. Zostaliśmy tylko my dwaj. W ciągu kilku sekund polała się krew, a ja czułem bolesne pulsowanie na całej twarzy. Otuchy dodawał mi fakt, że i gęba Uzumaki’ego została trochę uszkodzona. Tak, czy inaczej, on już wiedział. Zresztą… nie tylko on. Jego niewymarzony język musiał od razu obwieścić to wszem i wobec, że zdradziłem przyjaciela. Tak, dokładnie tak teraz wszyscy będą na mnie patrzeć. Sypiam z dziewczyną kumpla. Jak można szanować i ufać komuś, kto robi takie rzeczy? Naruto miał rację, byłem śmieciem.
            Leżąc na brudnej i twardej ziemi, wdychając duszący kurz, który unosił się w powietrzu, naprawdę miałem wrażenie, że coś nagle przestało ściskać mi płuca i mogłem odetchnąć pełną piersią. Ból fizyczny, jaki właśnie zadał mi mój niegdyś dobry przyjaciel, był niczym w porównaniu do ulgi jaką poczułem wiedząc, że on już wie.
            Wsparłem się na łokciach, wypluwając na bok trochę krwi. Językiem przejechałem po zębach, odruchowo upewniając się, czy wszystkie są na swoim miejscu, po czym wreszcie podniosłem wzrok na blondyna. Od unoszącego się kurzu, szczypały mnie oczy. Musiałem przez to wyglądać jeszcze bardziej żałośnie. Miałem nadzieję, że nikt nie pomyśli, że moje załzawione oczy oznaczają strach, czy słabość.
- Dlaczego nic nie powiesz? – warknął, twardym krokiem zmierzając w moją stroną. Wciąż zaciskał wściekle pięści. – Dlaczego nie zaprzeczysz?! – wrzasnął, a ja znów poczułem tę pogardę do samego siebie. Wiedział, dobrze wiedział co zrobiłem. Wiedział, że to prawda, a mimo to…. wciąż nie mógł w to uwierzyć. Nie chciał wierzyć w zdradę przyjaciela. W zdradę własnej dziewczyny.
- Po co miałbym zaprzeczać? – burknąłem, obolały podnosząc się z ziemi. Nogi lekko mi dygotały, ale utrzymałem je w rydzach. Chyba całodniowy trening dawał mi się we znaki.
Odważnie podniosłem głowę, spoglądając prosto w jego błękitne tęczówki. – Hinata ci powiedziała, prawda?- zapytałem, sam chcąc się upewnić.
Splunął gdzieś w bok, w taki sposób, jakby brzydził się samego patrzenia na mnie.
- Ta… powiedziała – syknął. – Tego ci nie daruję – zagroził, ponownie ruszając w moją stronę.
- Nie myśl, że będę cię za cokolwiek przepraszał – poinformowałem go, również zaciskając pięści i przygotowując się do kolejnego starcia.
- Nie będziesz miał okazji – warknął, biorąc rozpęd swoją pięścią.
Z początku nie chciałem robić uniku, ale kiedy wyczułem ilość chakry, jaka przepełniała jego pięść, spanikowałem. Czy on naprawdę zamierzał mnie zabić?!
Schyliłem się, od razu odbijając od ziemi i całym ciężarem ciała uderzając w jego brzuch. Jęknął głucho, zginając się wpół i upadając do tyłu. Może i był przeraźliwe silny, ale złość przysłaniała mu racjonalną ocenę sytuacji. Emocje były jego najsłabszym punktem. Nie zdarzało mu się to często, ale tym razem ani trochę nie myślał, gdzie i jak uderzyć. Chciał po prostu wdeptać mnie w ziemię z największą siłą.
            Upadek zdenerwował go jeszcze bardziej. Zazgrzytał zębami i już podrywał się z ziemi, kiedy nagle zamarł w pół kroku.
- Shikamaru! – wrzasnął wściekle. – Puszczaj mnie!
Dopiero wtedy dostrzegłem długi cień, przyczepiony do Naruto. Unieruchomił go, chociaż widać było po Narze, że wkłada w to wiele wysiłku. Byłem mu nawet trochę za to wdzięczny.
- Uspokój się Naruto i chociaż przez chwilę zastanów – odezwał się przez zaciśnięte zęby Mądrala. – Jeśli poturbujesz Kibę, stracisz wszystko to, na co pracowałeś przez całe swoje życie. Stracisz szansę na bycie Hokage! Zastanów się! Czy on jest tego wart?!
            Skrzywiłem się, słysząc jego słowa. Musiałem przyznać, że nawet mnie trochę zabolały. Brzmiało tak, jakby stanowisko Hokage było ważniejsze ode mnie. Jakby w oczach Nary i pozostałych był już nikim.
- Wypuść mnie. – Usłyszałem syk Naruto. Przez chwilę zerkałem to na jednego, to na drugiego, wciąż nie opuszczając gardy. Byłem gotowy na najgorsze. Taką przynajmniej miałem nadzieję. Co chwilę musiałem wypluwać krew, która niewiadomo skąd pojawiała się w moich ustach. Czułem jak z nosa leci mi jak z kranu. W dodatku głowa pulsowała mi tak mocno, że przed oczami zaczynało robić się ciemno. Nie miałem pojęcia, jak długo jeszcze ustoję na nogach.
- Naruto… - Głos Shikamaru zdawał się być niemal błagalny.
- Zrozumiałem! Puszczaj! – warknął. – Nic mu nie zrobię – dodał znacznie ciszej.
Nara wahał się jeszcze przez dłuższą chwilę, aż wreszcie, ostrożnie odsunął swój cień od Naruto. Było widać jednak, że wciąż jest gotowy, by ponownie chwycić go w swoje sidła. Jak się okazało, nie było to wcale konieczne. Naruto stanął prosto, opuszczając ramiona wzdłuż ciała. Wpatrywał się we mnie z pogardą.
- Nie jest tego wart.
           
- Pozwól mi się uleczyć, bo do jutra spuchniesz jak balon. – Próbowała być zabawna? A może stanowcza? W każdym razie za wszelką cenę chciała zająć się moją poobijaną gębą. Po jakimś czasie przestałem ją ignorować i zająłem miejsce na niedużym, drewnianym taborecie, robiąc jej dostęp do całej mojej osoby. Oczywiście nie mogłem sobie odpuścić posłania jej pełnego irytacji spojrzenia, jakbym robił wielką łaskę, że pozwalam się opatrzyć. – Ślad na pewno będzie widoczny przez dłuższy czas, ale trwałych uszkodzeń nie musisz się obawiać – obwieściła, zabierając się za leczenie. Z jej szczupłych dłoni, wydobyła się zielona chakra, która przyjemnie muskała moją twarz.
Prychnąłem, chcąc pokazać jak bardzo mam tę informację w dupie i od razu poczułem skutki minionej bójki. Szczęka bolała mnie jak diabli. Chcąc nie chcąc, syknąłem skołowany, odruchowo unosząc dłoń ku górze. Nim jednak dotarłem nią do twarzy, poczułem ciepły, delikatny, a zarazem stanowczy uścisk.
- Nie wierć się – rozkazała i jakby chcąc dodać mi otuchy, ścisnęła mocniej moją dłoń. Czułem na sobie jej uważny wzrok. Te błękitne tęczówki przeszywały mnie na wylot. W przeciwieństwie jednak do Naruto, niebieskie oczy Ino wcale nie chciały spalić mnie na popiół. Wręcz przeciwnie. Patrzyła na mnie z troską, szukała odpowiedzi, czułem to. Ona także nie mogła uwierzyć. Tym trudniej było mi odwzajemnić jej spojrzenie. Uparcie przypatrywałem się szarym kafelkom na podłodze.
Chwilę później, puściła moją dłoń i znów poczułem zabawne mrowienie na twarzy.
- Chouji się wygadał – zawiadomiła po kilku minutach ciszy. Wydawała się być tym odrobinę zawstydzona. Ja z kolei nie byłem zaskoczony. Byłoby dziwne, gdyby nie wiedziała o co nam poszło, a fakt, że to Gruba Gaduła jej o wszystkim powiedział, tylko potwierdził moje przypuszczenia. – Nie wierzę, że to zrobiłeś. Jesteś dobrym przyjacielem – dodała.
Uśmiechnąłem się kpiąco, przy okazji orientując się, że mimika twarzy i lekkie poruszanie szczęką nie bolą już tak bardzo.
- Uwierz – odezwałem się w końcu dziwnie zachrypniętym wzrokiem. – Sypiam z dziewczyną kumpla. Nie ma sensu już tego ukrywać – dokończyłem swobodnym tonem.
Ino chyba odrobinę się zarumieniła. Byłem pewien, że do tej chwili uważała mnie tylko za głupkowatego dzieciaka, a Hinatę za niewinną dziewczynkę. Cóż… nie wszystko jest takie, jakim się wydaje.
- Nie chciałeś skrzywdzić Naruto – powiedziała cicho.
- Ale to zrobiłem.
- Ale nie chciałeś! – Przestała mnie leczyć i chwyciła moje dłonie, ponownie wpatrując się w moje oczy. Tym razem utrzymałem kontakt wzrokowy. Chyba koniecznie chciałem ją przekonać do tego, jakim dupkiem jestem. – Nie jesteś taki. Nie zrobiłbyś czegoś takiego tylko dla rozrywki.
Ponownie prychnąłem, odwracając głowę w stronę okna. Lekko uchylone, wpuszczało do gabinetu przyjemny wiaterek, który delikatnie podwiewał kremowe zasłony.
- Kiba? – Usłyszałem jej zmartwiony głos i nie wiedzieć czemu, cały się spiąłem. Zupełnie tak, jakbym przeczuwał jej pytanie. – Dlaczego?
Uśmiechnąłem się pod nosem, obdarowując ją ponownie spojrzeniem zbitego psa. Miałem wrażenie, że w tym niebieskich oczyskach, widzę własne odbicie. Odbicie drania, który nie potrafił zapanować nad własnymi emocjami. Idioty, który skrzywdził dziewczynę, którą kocha i najlepszego kumpla. Po prostu widziałem tam beznadziejnego frajera, w żałosnej sytuacji bez wyjścia.
            Ścisnęła moje dłonie jeszcze bardziej. Nigdy bym się nie spodziewał, że ktoś taki jak Ino może okazać mi zrozumienie, czy wsparcie. Właściwie to, byłem pewien, że to ona pierwsza zaczęłaby ze mnie szydzić. Chyba mogłem więc zdobyć się na jakąś szczerość wobec niej?
- A jak ci się wydaje? – mruknąłem, posyłając jej uśmiech pełen bólu. W tym momencie, miałem wrażenie, że zeszło ze mnie całe powietrze. Byłem tak rozpaczliwie słaby, że nie wiele brakowało, żebym sam się zupełnie rozkleił. Yamanaka nie powinna być dla mnie taka dobra. Nie zasługiwałem na to. Przez nią czułem się jeszcze gorzej.
- Ty i Hinata… Wy…? – Tak, kochaliśmy się. Nie mogło jej to przejść przez gardło. Najwyraźniej trudno jest uwierzyć, że dwoje tak bliskich przyjaciół, może się w sobie tak zakochać. – A Hinata i Naruto? – zapytała po minucie, z nowym zapałem.
Wzruszyłem ramionami.
- Myślę, że… że może kochać też Naruto – burknąłem.
- Nie przeszkadzało ci to?
- Oczywiście, że przeszkadzało! – wykrzyknąłem zbulwersowany, a ból całej twarzy dotkliwie o sobie przypomniał. Skrzywiłem się, a Ino od razu zabrała się za wznowienie leczenia. – Przeszkadzało… - dodałem głucho. – Ale nie myślałem o tym. Nie chciałem o tym myśleć. Wolałem się okłamywać.
- Nie ma dobrego wyjścia z takiej sytuacji – powiedziała współczująco.
- No co ty nie powiesz – syknąłem, mierząc ją pogardliwym spojrzeniem. – Po prostu, któryś z nas musi się wycofać.
- Wycofasz się?
- Nie.
- Myślisz, że Naruto…
- Nie.
- Chcecie walczyć?
- Jeśli będzie trzeba.
- Pozabijacie się.
- Możliwe. – Uśmiechnąłem się żałośnie. – Chociaż patrząc na to obiektywnie, bardzo możliwe, że to ja skończę martwy.
Yamanaka westchnęła ciężko, kręcąc przy tym głową. Przyjrzałem jej się uważniej, mając wrażenie, że chce mi coś powiedzieć. Odchrząknąłem więc znacząco, a kiedy na mnie spojrzała, kiwnąłem ponaglająco głową.
- A czy któryś z was pomyślał chociaż przez chwilę o Hinacie? – zapytała, zbijając mnie tym pytaniem nieco z tropu. Dokładnie, to głupotą tego pytania.
- Cały czas o niej myślimy! No… przynajmniej ja – odparłem urażony, na co ona ponownie westchnęła.
- Mówię o jej uczuciach. Fakt, że nie podoba mi się, to co zrobiła. Spodziewałam się po niej więcej rozsądku. Nie wiem, jak mogła dopuścić do takiej sytuacji…
- Ale… - warknąłem, denerwując się jej atakiem na moją ukochaną.
- Ale nie uważasz, że to ona w tym waszym pojedynku ucierpi najbardziej?
Przygryzłem dolną, nadal opuchniętą wargę, mierząc ją wściekłym spojrzeniem. Czy ona miała mnie za idiotę? To przecież jasne, że Hinacie nie jest łatwo. Zapędziliśmy się w sytuację, z której nie ma ucieczki. Czy to przez odrzucenie, czy zwyczajne wyrzuty sumienia, każdy z nas będzie cierpiał.
            Już miałem coś odpowiedzieć, kiedy wkoło rozległo się pukanie do drzwi. Nim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować, do pomieszczenia wszedł Shikamaru.
Mądrala, który jak zwykle musiał się wtrącić, który ocalił bezcenną karierę Naruto i możliwe, że moje nic nie warte życie. Oczywiście miał ten swój znudzony wyraz twarzy. Tym razem wkurzał mnie on bardziej niż zwykle. Tak, jakby wszystko robił z wielką łaską, jakby każdy go zmuszał do jakże trudnej i męczącej egzystencji.
Powoli zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę, chowając przy tym ręce do kieszeni spodni.
- Jak on się czuje? – Kiwnął na mnie głową.
- Potrafię sam odpowiadać – warknąłem, wyprzedzając Ino. Nara posłał mi znudzone spojrzenie, a ja mogłem przysiąść, że ujrzałem w nim cień pogardy, a wręcz obrzydzenia.
- Naruto nic nie jest. Poszedł już do domu – odezwał się po chwili, najwyraźniej stwierdzając, że ja nie opowiem mu o swoim własnym stanie.
 - Mam to w dupie – odparłem, odwracając głowę w drugą stronę, aby Yamanace łatwiej było mnie uleczyć.
- Sakura poszła do Hinaty – dodał niespodziewanie.
spojrzała na mnie wyczekująco. Czy ja byłem jakimś wybrykiem natury, że tak obserwowali moją reakcję?! Chyba nikogo nie zdziwił fakt, że zacisnąłem wściekle pięści i zazgrzytałem złowrogo zębami.
- Po jakiego czorta? – warknąłem, niemal dygocąc ze złości.
- Chciała tylko sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku – odpowiedział mi spokojnie.
- To nie wasza sprawa. Nie wtrącajcie się – rozkazałem wściekle, w końcu spoglądając na niego z mordem w oczach. Nie odwrócił się a patrzył odważnie prosto na mnie. Szlag mnie trafiał, kiedy widziałem w jego spojrzeniu wyższość i pogardę dla mnie. Westchnął ciężko, przymykając nieco powieki.
- Będziemy się wtrącać. Jesteśmy przyjaciółmi.
- To nie transakcja wiązana- syknąłem.
- Nie obchodzi nas sytuacja między wami, ale nie pozwolimy byście się pozabijali. – Dlaczego ten Mądrala musi być taki wkurzający?! Czy to jego twarz, czy słowa… Działał na mnie jak płachta na byka. Miałem ochotę wstać i strzelić mu prosto w nos za to wymądrzanie się.
Nic jednak nie odpowiedziałam, tylko na powrót odwróciłem się, dając Ino znak, aby kontynuowała leczenie.
Shikamaru nie odezwał się więcej, ale stał w gabinecie jeszcze dobrze dziesięć minut. Potem nagle wyszedł bez słowa.
Yamanaka skończyła mnie opatrywać jakieś dwadzieścia minut później. Wykluczyła możliwość krwotoków wewnętrznych, a jedyne co zdiagnozowała, to porządne poobijanie i przestrzegła mnie przed nieprzyjemnym bólem, który będzie mi towarzyszył przez kilka dni. Nic na to nie mogłem poradzić, więc podziękowałem tylko za to, że wypełniła swój pieprzony obowiązek i udałem się do swojego domu.
Idąc, zauważyłem, że nawet lekko kuleję. Dziwne, nawet nie pamiętam, żebym dostał w nogę. Ba, nawet noga mnie nie bolała! Czułem jednak naprawdę denerwujący ból w biodrze i okolicach klatki piersiowej. No i głowa. Głowa mi pękała. Dawno nie byłem aż tak poobijany. Chyba po wojnie byłem już w lepszym stanie. Żałosne, że taka krótka bójka, mogła ze mnie zrobić takiego cieniasa.
            Zatrzymałem się po drodze i oparłem o najbliższe drzewo, chcąc zaczerpnąć odrobinę powietrza. Wyraźnie słyszałem mój zachrypnięty oddech, który z każdym nabraniem powietrza sprawiał mi jeszcze więcej męki.
Wyplułem odrobinę krwi, znów upewniając się, czy aby na pewno wszystkie zęby są tam, gdzie być powinny i czy żaden z nich nigdzie się nie wybiera. Przywarłem do drzewa całymi plecami, odchylając głowę do tyłu. Niebo było wysypane gwiazdami i mimo licznych świateł, jakie paliły się w Wiosce, robiło nie najgorsze wrażenie. Był nawet księżyc. Co prawda nie w pełni, ale i tak wydał się spory. Ciepłe powietrze, przyjemnie zakłócone przez delikatny wietrzyk. To była cudowna noc. Taka spokojna, a wręcz idealne. Idealna, aby się nią cieszyć.
            Przez dłuższą chwilę, zastanawiałem się nad tym, co robi teraz Naruto. Czy przeklina moje imię? Czy rzuca shuriken’ami w moje zdjęcie? A może pozbywa się wszystkiego, co przypomina mu o Hinacie? W sumie skąd mogłem wiedzieć… Przecież on się właśnie dowiedział całej prawdy. Kto wie, może wcale nie będzie chciał stawać do walki? Może wycofa się i wszystko wreszcie wróci do normy? Może uświadomi sobie, że wcale mu na niej nie zależy? Może… Nie obawiałem się kolejnego starcia, ale zawsze mogłem mieć nadzieję, że nie będzie tak źle. Kto wie, może Naruto również wpatruje się teraz w niebo i myśli o naszym ponownym spotkaniu? A może wcale nie myśli o mnie, a jego umysł zaprząta tylko Hinata. To by mnie nie zdziwiło. O niej ciężko zapomnieć.
Uśmiechnąłem się mimowolnie, myśląc o ukochanej. Jak pachniała, jak się śmiała. O tym, jak bardzo ją pokochałem. O tym, że ją skrzywdziłem. Byłem zbyt samolubny?
            Nie myśląc wiele więcej, cały czas kuśtykając, skierowałem się wolnym krokiem w stronę rezydencji Hyuuga. 

****************************

Długa przerwa, za którą przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie!
 Może i długość rozdziału nie powala, ale jestem z niego nawet zadowolona. Zaczęłam go już pisać, jak tylko dodałam poprzedni, a wczoraj jedynie dokończyłam, więc mam nadzieję, że początek i końcówka aż tak się nie różnią ^^" A dlaczego tak krótko? Bo byłam pewna, że do już siódmy rozdział, a tu taki psikus! Muszę coś zmieścić do tamtych jeszcze trzech rozdziałów, więc postanowiłam już się w tym nie rozpisywać. Następny mam nadzieję, będzie bardziej przemyślany w kwestii rozmieszczenia akcji. 
Mam nadzieję (chyba za dużo tej nadziei?!), że Wam się podobał.
Pozdrawiam i raz jeszcze przepraszam za zwłokę!

Statystyka

Obserwatorzy